Filozoficznie o filmach (8): "Zielona granica"

Zapraszam na ósmą odsłonę naszego cyklu „Filozoficznie o filmach”. Dzisiaj w polskich kinach oficjalną premierę będzie miał obraz „Zielona granica”, wyreżyserowany przez Agnieszkę Holland. Dzieło wzbudza kontrowersje, padło już wiele mocnych (i skandalicznych) słów pod adresem twórczyni i ekranizacji.

 


Uważam, że najlepiej komentuje się filmy, które się widziało, postanowiłem więc samemu przekonać się, czy dzieło jest warte tyle uwagi, ile mu się poświęca. Obraz widziałem wczoraj (21 września) na pokazie przedpremierowym. Salę w Kinie Pod Baranami wyprzedano w całości, chociaż było trochę wolnych miejsc. Nieobecni nie pojawili się jednak z powodu protestów pod kinem. Zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy reżyserki stawili się w skromnej liczbie. Manifestacje były pokojowe.

Holland nigdy nie unikała tematów społecznie istotnych i trudnych, więc wybór zobrazowania kryzysu na granicy polsko-białoruskiej nie powinien w jej przypadku dziwić. Na pewno nie jest dowodem na jej oportunizm i konformizm.

Od razu zaznaczę, że uważam „Zieloną granicę” za bardzo wartościowe dzieło, także pod względem artystycznym. Zaryzykuję nawet tezę, iż jest to najlepszy obraz reżyserki od czasów „Europy Europy”, który, gdy oglądałem je jeszcze jako dziecko, zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Film ogląda się z wypiekami na twarzy, nie ma dłużyzn, chociaż trwa 147 minut, zarysowane portrety psychologiczne bohaterów są wiarygodne. Bardzo dobrze, że to dzieło powstało, stawia bowiem odbiorcy ważne egzystencjalne pytania. Nie traktuję też tej ekranizacji jako wymierzonej w Polskę. A jeśli nawet ktoś chciałby tak uznać, to musiałby się zarazem zgodzić, że jest to dzieło również między innymi antyunijne.

Za największą wadę filmu uznaję fakt, iż Holland nie powściągnęła swojego politycznego temperamentu. Tyrada antyrządowa wygłoszona przez Macieja Stuhra wzbudziła w sali kinowej sporo entuzjazmu (ludzie z zachwytem bili brawo, co w kontekście całego filmu wydawało się nie na miejscu; w trakcie pozostałych scen nie było żadnych reakcji), a w zasadzie nic nie wniosła do fabuły. Podobnie jak fragment będący wręcz jawną krytyką wyborców Platformy Obywatelskiej (nazwa tej partii pojawia się dosłownie; po co? Wątpię, czy odbiorcy zagraniczni w ogóle zrozumieją to „puszczenie” oka do polskiej widowni). Obawiam się bardzo, że ten potrzebny film zamiast rozpocząć dyskusję na naprawdę poważne, i rzekłbym patetycznie, arcypolskie tematy, stanie się orężem w gorącym sporze politycznym, wykorzystanym przez obie strony, zatracając swoje głębokie przesłanie. To już się dzieje, a będzie tylko gorzej, i to w gorącym czasie kampanii.

Tym bardziej szkoda tych wstawek, dlatego że film z pewnością nie jest polityczną agitką…

Ale do dzieła Holland jeszcze wrócę. Najpierw chciałbym zacząć od pewnej refleksji wypowiedzianej przez Ryszarda Kapuścińskiego w „Autoportrecie reportera” (Kraków 2003), której fragment czytany prawie 20 lat temu zapamiętałem do dzisiaj: https://sadeczanin.info/kultura-edukacja-religia/dobra-ksiazka-ryszard-kapuscinski-autoportret-reportera-6 . Kapuściński opowiada historię swojego pobytu w obozie dla uchodźców na granicy Sudanu z Etiopią, gdzie zderzył się z przerażającą biedą człowieka rozumianą nie tylko w sposób dosłowny (głód, wojna), ale też egzystencjalny (poczucie beznadziei). Zderzenie dwóch światów: tragedii milionów ludzi, którzy musieli opuścić swoje domy, szukając bezpiecznego kawałka ziemi z bogatą Europą, która w ciepły wieczór bawi się, flirtuje, cieszy pełnią życia, zostawiło w sławnym pisarzu poczucie dojmującej pustki. Świat już na początku XXI wieku był krainą niesprawiedliwości i nierówności. W 2023 roku jest tylko gorzej.

Co pozostaje nam, uprzywilejowanym? Chyba tylko moralny imperatyw, by nie odwracać wzroku, głośno mówić o niesprawiedliwości i nierówności, i próbować, według swoich możliwości, zmieniać świat na lepsze.

Z tego założenia, według mnie, wyszła Holland. I dlatego też ten film jest taki ważny. Seans bowiem wytrąci każdego wrażliwego odbiorcę z poczucia świętego spokoju. Parafrazując więc moje ulubione perskie powiedzenie: „Statki najbezpieczniejsze są w porcie, ale nie po to je budowano, żeby tam stały”, tak człowiek nie po to się rodzi, by żyć i umrzeć jako pozornie tylko szczęśliwy ignorant. Próba wyprowadzenia nas z tego stanu błogiej nieświadomości to wielka zasługa uznanej reżyserki.

Akcja filmu kręci się wokół rodziny prześladowanego w Syrii opozycjonisty, który ze swoją żoną, ojcem i trójką małych dzieci (jedno z nich jest jeszcze karmione piersią) chce przez Białoruś i Polskę dostać się do Szwecji, gdzie mieszka członek familii, który opłacił cały transport. Na lotnisku w Mińsku przyłącza się do nich Afganka.

Uchodźcy są bardzo szczęśliwi i pełni nadziei na oczekującą ich podróż. Nie wiedzą jeszcze, że zostali bezwzględnie wykorzystani i oszukani przez pośredników, którzy wyrzucają ich pod granicą, pobierając dodatkową opłatę. Od tego momentu zaczyna się gehenna ludzi, którzy nie z własnej winy (bo w takich kategoriach i okolicznościach nie można za taką uznać ich naiwność) znaleźli się w sytuacji rozpaczliwej, niemile widziani zarówno w Białorusi, jak i w Polsce (w Unii Europejskiej).

Holland przedstawia odyseję emigrantów, ukrywających się w lesie, głodnych, spragnionych, chorych i przemarzniętych, nieustannie przerzucanych przez granicę po złapaniu przez jednych i drugich pograniczników. Ale ciągle wracają, licząc, iż tym razem się uda...

Niektórym tak, lecz nie wszystkim…

Sceny tzw. Pushbacków są najmocniejsze i najbardziej zapadają w pamięć. Zwłaszcza ta najdrastyczniejsza, gdy z przyczepki za graniczne druty wyrzucona jest kobieta w ciąży. Straż Graniczna jest jednak tylko częścią bezwzględnego i bezdusznego systemu. Reżyserka szuka człowieczeństwa też wśród funkcjonariuszy państwowych. Jednym z bohaterów filmu jest również strażnik Jan. Swoją pracę traktuje poważnie jako służbę Polsce. Pod wpływem wydarzeń zmienia się. Finalnie, kontrolując busik przepuszcza schowanych za paletami uchodźców, mimo że ich dostrzega.

Tragedia na granicy dotyka wszystkich w nią zaangażowanych, chociaż każdego w innym stopniu. Przede wszystkim, co oczywiste, uchodźców. Ale też pomagających im aktywistów oraz pograniczników, policjantów, lekarzy, członków ich rodzin oraz zwykłych mieszkańców okolicznych domów. Wyrzuty sumienia, że postąpiło się źle lub zrobiło za mało, nie ominą nikogo. Jedni zagłuszą je alkoholem i używkami, drudzy zracjonalizują. Inni postanowią działać jak psycholożka Julia, która niczym postać z filozofii dramatu reaguje na nocny krzyk topiącej się w bagnie Afganki. To spotkanie zmieni życie Polki.

Czy ja, z perspektywy odległego i całkowicie bezpiecznego Krakowa mogę oceniać wybory ich wszystkich, nawet gdy z niektórymi się nie zgadzam?

Film stawia przed nami wiele istotnych pytań, na które tak trudno znaleźć odpowiedzi. Jaka jest nasza gotowość na przyjęcie obcego? Czy mogę zaufać obcemu? Gdzie leży granica pomocy drugiemu człowiekowi? Jak pomóc, by nie zaszkodzić? Jak ważne jest bezpieczeństwo moje, mojej rodziny, państwa? Co wybrać: lojalność wobec służby, kolegów i koleżanek czy własne sumienie? Jak reagować na niesprawiedliwość i nierówność? Jak czynić świat lepszym i piękniejszym?

Powtórzę: tyle pytań (i jeszcze wiele innych, wyżej niepostawionych), i tyle możliwych, a jednocześnie tak mało odpowiedzi. Im dłużej żyję, tym bardziej zgadzam się z poglądem, który głosił Jean-Paul Sartre, iż nie ma żadnego kodeksu etycznego, na którym można się oprzeć (ani świeckiego, ani religijnego). Każdy z nas musi sam wykształcić w sobie moralność, by w sytuacjach – nomen omen – granicznych, jakie postawi przed nami życie, umieć postąpić właściwie (przyzwoicie). Czyli jak? Nie mam pojęcia. Naprawdę nic nie wiemy o sobie, dopóki nas nie sprawdzono.

Pod koniec filmu jest piękna scena, gdy trzech uratowanych już młodych Afrykańczyków spędza czas z rodzeństwem polskich nastolatków, wspólnie rapując francuską piosenkę. Pamiętajmy, że nas, wszystkich ludzi na świecie, niezależnie od pochodzenia, rasy, wyznawanej religii, orientacji seksualnej itd. więcej łączy niż dzieli. I nie dajmy sobie nigdy wmówić, że jest inaczej.

Michał

 

https://www.filmweb.pl/film/Zielona+granica-2023-10039040

https://www.imdb.com/title/tt27722543/

 

Źródło zdjęcia plakatu: https://i1.fdbimg.pl/x1/jh62ps52/1200x1729_s090tp.jpg

 

Poprzednie części cyklu „Filozoficznie o filmach:

1: „Bliscy nieznajomi”

https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2022/05/filozoficznie-o-filmach-1-bliscy.html

 

2: „Dramatyczny rok”

https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2022/07/filozoficznie-o-filmach-2-dramatyczny.html

 

3: „Jutro albo pojutrze”

https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2022/07/filozoficznie-o-filmach-3-jutro-albo.html

 

4: „Wielki błękit”

https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2022/10/filozoficznie-o-filmach-4-wielki-bekit.html

 

5: „Zabić dziecko”

https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2023/02/filozoficznie-o-filmach-5-zabic-dziecko.html

 

6: „The last of us”

https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2023/05/filozoficznie-o-filmach-6-last-of-us.html

 

7: „Nomadland”

https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2023/07/filozoficznie-o-filmach-7-nomadland.html

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tkaniu wspólnoty

Wypełniamy Kwestionariusz Prousta

Zebranie zarządu (22 lutego) – sprawozdanie