Filozoficznie o filmach (4): "Wielki błękit"
„Wielki błękit” w reżyserii Luca Bessona to film, do którego mam ogromny sentyment. W dzieciństwie oglądałam go wiele razy na kasecie VHS mojego starszego brata. Przepiękne zdjęcia, niesamowita ścieżka dźwiękowa i typowy dla francuskiego reżysera humor tkwiły w mojej pamięci przez długie lata, aż niedawno postanowiłam „odświeżyć” sobie te wspomnienia i obejrzeć to dzieło jeszcze raz. Byłam ciekawa, czy po trzydziestce będzie mi się ono podobało tak samo jak wówczas, gdy miałam dwanaście lat. Wrażenie, jakie film wywarł na mnie po tak długiej przerwie, było znacznie większe, niż się spodziewałam.
„Wielki błękit” opowiada historię dwóch przyjaciół – Francuza Jacquesa Mayola oraz Włocha Enza Molinariego (w tej roli sympatyczny i zabawny Jean Reno), których pasją jest nurkowanie bezdechowe. Enzo jest ambitny i dumny, cieszy się tytułem mistrza świata w tej dyscyplinie i wie, że Jacques jest dla niego poważną konkurencją w walce o utrzymanie zaszczytnego statusu. Francuz jest jednak inny. Pokonuje kolegę, lecz można odnieść wrażenie, iż mistrzostwo zdobywa „przy okazji” swojej wielkiej miłości do nurkowania. Moim zdaniem, właśnie to przede wszystkim pokazuje „Wielki błękit”: nieprawdopodobną, absolutnie oddaną miłość, która jednak ma różne oblicza.
Uwielbienie Jacquesa do przebywania pod wodą to trudna do zrozumienia obsesja, ukształtowana w tym człowieku w wyniku wychowywania się na wybrzeżu, a być może również pod wpływem przykrych doświadczeń z dzieciństwa oraz związanej z nimi samotności. Chłopak ucieka pod wodę, tam czuje się bowiem znacznie lepiej niż pośród ludzi. Jedynie w odmętach oceanu jest szczęśliwy, więc kiedy pływa, trudno go przywołać z powrotem na brzeg. Mógłby spędzić w ten sposób całe życie, jednak na jego drodze pojawia się… kobieta.
Johana jest Amerykanką, która przypadkowo napotyka Jacquesa podczas służbowego wyjazdu do Peru, gdzie mężczyzna nurkuje w jeziorze skutym lodem. Johana zakochuje się w nim tak bardzo, że, narażając się na kłopoty w pracy, jeździ za mężczyzną po świecie, towarzysząc mu w osiąganiu kolejnych sukcesów sportowych. Ich związek rozwija się jednak w nietypowy sposób i kobieta w końcu zaczyna rozumieć, że ocean zawsze będzie dla Jacquesa pierwszą i najważniejszą wartością w życiu. Bywa, iż trudno jest jej porozumieć się z partnerem, który myślami wydaje się wciąż być w wodzie pośród ukochanych delfinów. Nie poddaje się jednak w swojej walce o ułożenie sobie życia z wybrankiem, z całego serca marzy o prawdziwej, trwałej relacji i założeniu rodziny.
Zakończenie filmu jest niezwykle poruszające. Mężczyzna udaje się nocą na brzeg, by ponownie zanurkować, i niemal nie zwraca uwagi na ukochaną, błagającą go, by z nią został, gdyż jest w ciąży. „Muszę zobaczyć…” mówi Jacques, nieudolnie próbując wytłumaczyć kobiecie, dlaczego tak się zachowuje. To, co ona robi w tym momencie, stanowi zapewne jeden z najpotężniejszych wyrazów miłości, do jakich człowiek może być zdolny. „Go and see, my love” – to wypowiedziane przez zrozpaczoną Johanę zdanie zostało przeczytane przez polskiego lektora jako „Idź i zobacz, mój kochany”. Ja rozumiem to jednak tak, jakby w zdaniu tym nie było przecinka, czyli: „Idź i zobacz moją miłość.” To, jak jest wielka, jak bardzo cię kocham i jak pragnę twojego szczęścia. Kosztem własnego. Pozwalam ci odejść, chociaż nie sposób zrozumieć dlaczego. Johana wie, że Jacques zanurza się po raz ostatni, że nie zamierza wrócić. Pożegnanie kochanków chwyta za serce, a chwilę później widać Francuza dryfującego w mrocznych głębinach z błogim uśmiechem na twarzy.
Gdyby chcieć zdefiniować „miłość” po obejrzeniu takiego filmu, to na myśl przychodzi przede wszystkim „poświęcenie” – on oddał życie, by na zawsze zostać w otchłani, ona oddała swoje szczęście oraz to, czego pragnęła i potrzebowała, mając zostać matką. W kulturze pojawia się przecież często motyw miłości wyrażonej poprzez poświęcenie – na polu bitwy, w opiece nad słabszym, czy też w wyrzeczeniu się nieśmiertelności, jak Arwena dla Aragorna. Wiemy, że z miłości potrafimy podporządkować się człowiekowi lub sytuacji, chcemy wychodzić ze swej strefy komfortu, a nawet całkiem zrezygnować z siebie. Wybrzmiewa to również w etyce chrześcijańskiej: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).
Miłość to jedno z tych słów, które trudno poddawać definicji, częściej opisuje się jej cechy niż dokładne znaczenie pojęcia. Po obejrzeniu „Wielkiego Błękitu” próba scharakteryzowania tego uczucia wydaje się być jeszcze trudniejsza. Jedno jest jednak pewne – miłość potrafi być bardzo różna, lecz każdy jej potrzebuje na swój sposób i każdy ma do niej prawo.
Ola
3: „Jutro albo pojutrze”

Komentarze
Prześlij komentarz