Wzywam cię... do walki z samym sobą!

Na temat celowości oraz tego, jaką funkcję pełni cel w życiu człowieka, można napisać osobny, bardzo obszerny artykuł i byłby to temat trudny do wyczerpania. Wydaje się, że wszystko, co robimy, podporządkowane jest zawsze osiągnięciu jakiegoś celu, z pewnością niełatwo jest podać przykład zupełnie bezcelowej czynności. Nawet „nicnierobienie” może stanowić cel sam w sobie, jeśli jest intencjonalne 😊


Celem (nomen omen 😊) tego artykułu nie jest jednak rozważanie celowości w ogóle. Pragnę wziąć pod lupę cele, jakimi kierują się ludzie oddający się bardzo popularnemu hobby: górskim wędrówkom. Powinnam zacząć od tego, że sama jestem wielką miłośniczką trekkingu. Gdybym mogła, co tydzień jeździłabym w góry. Dlaczego?

Znam osoby, które cieszą się górami ze względu na perspektywę zdobycia kolejnych szczytów. Nie dostrzegają oni raczej przyjemności w samej wspinaczce, lecz znajdują ogromną satysfakcję dopiero będąc na wierzchołku. Niektórzy z tego powodu nie są zbyt chętni na wybranie się na wycieczkę w to same miejsce po raz kolejny, bowiem raz osiągnięty szczyt jest już zamkniętą sprawą i interesują ich jedynie nowe wyzwania.

Są też tacy, którzy uwielbiają chodzić po górach ze względu na zamiłowanie do sportu i wysiłku fizycznego. Pozostali cieszą się tymi wędrówkami z powodu pięknych widoków oferowanych przez przyrodę.

Czy należę do którejś z tych grup? Naprawdę, jest to dla mnie bardzo trudne pytanie i nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie, nie wzbogacę więc tego artykułu o osobisty przykład. Chciałabym za to skupić się na zagadnieniu mocno, moim zdaniem, związanym z trekkingiem i wspinaczką: na ludzkiej potrzebie podejmowania wyzwań i przekraczania własnych możliwości.



Góry są idealnym miejscem, żeby mierzyć się ze swoimi ograniczeniami. Sądzę, że często poszukujemy trudności. Życie czasami je nam oferuje samo, jednak czy nie wygodniej pokonywać przeszkody, które sami wybieramy?

Podczas mojej ostatniej górskiej wyprawy napotkałam parę turystów, którzy po szlaku nie wędrowali, lecz biegli w dostosowanych do tego strojach, czyli po prostu uprawiali jogging. Miłośników tego sportu spotykam często na osiedlowych alejkach w mieście lub na siłowni. Jak wiadomo, bieganie jest popularną dyscypliną, którą ludzie uprawiają również z rozmaitych powodów – dla poprawienia sylwetki, kondycji czy też po prostu samopoczucia psychicznego. To ostatnie wydaje się być szczególnie ważne we współczesnych czasach.

Przyglądając się tej biegnącej po górskim szlaku parze, zobaczyłam wyraźnie, jak bardzo trekking, czy też jogging pasują do oblicza naszego dzisiejszego społeczeństwa (oczywiście, nieco uogólniając): jesteśmy konsumpcjonistami, przyzwyczajonymi do rozrywek i atrakcji, mającymi mniejszy lub większy dostęp do luksusu. Bytujemy we względnym spokoju i dobrobycie. Z łatwością przemieszczamy się do pracy i z powrotem, mamy wygodne mieszkania, nie musimy martwić się o zdobycie pożywienia, mamy dostęp do służby zdrowia i innych instytucji publicznych, żyjemy w grupie, co zapewnia nam towarzystwo, a także do pewnego stopnia bezpieczeństwo oraz wsparcie. Czego nam natomiast brakuje? Wyzwań. Sytuacji, w których możemy stawić czoła niebezpieczeństwu lub przeszkodom. Brakuje nam wrażeń i adrenaliny. Jak bohaterowie baśni, pragniemy czasami stawić czoła zagrożeniu i wyjść z niego cało.

Czyż nie to oferuje nam zatem chodzenie po górach?

No właśnie, już chyba nie. Poruszamy się po dobrze utrzymanych i bezpiecznych szlakach, na trasie napotykamy mnóstwo innych turystów, więc czujemy się bezpiecznie, mamy doskonały zasięg telefoniczny, toteż nie czujemy się zdani na siebie, po męczącej wędrówce czeka nas nagroda w postaci odpoczynku i ciepłego posiłku w schronisku (o ile wytrzymamy długie stanie w kolejce do bufetu).

Nic dziwnego, że to już nam nie wystarczy. Być może to tutaj swoje źródła mają takie pomysły jak zimowy trekking w bieliźnie sportowej? Wędrówki górskie nocą? Uprawianie joggingu na górskich szlakach? Zwykła wyprawa po górach to już za mało, podobnie jak samo bieganie to o wiele za mało, by poczuć, że się coś przeżyło…

Czy oznacza to, że jesteśmy znudzeni?

Pozostawię to pytanie otwartym. Przyznam tylko na zakończenie, że prowadzi mnie ono do wniosku, że powinniśmy się ogromnie cieszyć z tego, co oferują nam współczesne czasy. Nasi przodkowie martwili się przede wszystkim o to, by przeżyć kolejny dzień, i to zupełnie zaspokajało ich potrzebę doznawania silnych wrażeń, podejmowania wyzwań, pokonywania trudności i przekraczania siebie.

Ola

W linkach poniżej relacje z wypraw górskich Kalokagatii. Co prawda, nie biegaliśmy, ale wyzwań i trudności nie brakowało 😊

https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2022/08/kalokagatia-na-szlaku-1-babia-gora.html

https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2022/10/kalokagatia-na-szlaku-2-kuznice-hala.html

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tkaniu wspólnoty

Wypełniamy Kwestionariusz Prousta

Zebranie zarządu (22 lutego) – sprawozdanie