Kalokagatia na szlaku (1): Babia Góra
Członkowie Krakowskiego Klubu Filozoficznego
Kalokagatia doskonale wiedzą, że w zdrowym ciele zdrowy duch, a więc i rozum.
Czas wakacyjny zachęcił nas do wybrania się w wędrówkę po górach. Pierwsza wspólna
wycieczka powinna być wyjątkowa i niezapomniana. I taka była 😊
Postanowiliśmy bowiem wejść nocą na Babią Górę (1725 m n.p.m) i na szczycie poczekać na zapierający dech w piersiach wschód słońca. Datę ustaliliśmy na noc z soboty na niedzielę (20 na 21 sierpnia), jednak wystraszyły nas prognozy pogody, które zapowiadały na ten okres gwałtowne burze. Dlatego w piątek (19 sierpnia) popołudniu spontanicznie uznaliśmy, że trzeba iść… za kilka godzin. Szybkie ustalenia, potwierdzenia, i po północy, już w sobotę (20 sierpnia) ruszyliśmy z Krakowa, obierając kierunek na zachód z krótkim przystankiem pod Wadowicami.
W wyprawie udział wzięły trzy osoby: Ola, Sandra (dziękuję Wam za doskonały pomysł i inicjatywę) i Michał. Pełni zapału i gotowi na przygodę, po godz. 2 zameldowaliśmy się na parkingu na Przełęczy Krowiarki i ubrani w nasze klubowe bluzy oraz uzbrojeni w czołówki i plecaki ruszyliśmy czerwonym szlakiem.
Znaki zapowiadały, że przejście trasy zajmie nam około 2,5 godziny. Kalokagatia ma w swoim składzie jednak zaprawionych piechurów, toteż na wzniesieniu byliśmy kilkanaście minut wcześniej.
Wędrowanie nocą po górach ma swoje niezaprzeczalne uroki i korzyści. Mało ludzi na szlaku (za to dużo pająków), świetna pogoda. Poza tym oglądanie przepięknych spektakli świetlnych na niebie. Gwiazdy, księżyc, ale także… błyskawice. Te ostatnie przez pewien czas wydawały nam się omamami wywoływanymi przez czołówki. Kiedy się zorientowaliśmy, że to naprawdę pioruny, znacznie przyspieszyliśmy swoje tempo. Jak zawsze, wszystko jest kwestią właściwej motywacji 😊
Na Babią Górę wspięliśmy się, gdy było jeszcze kompletnie ciemno. Nie byliśmy na szczycie sami, bo podobny pomysł na spędzenie tej nocy miało co najmniej kilkadziesiąt innych osób. Wiało niemiłosiernie, i nagle zrobiło się dosyć chłodno. Błędem debiutantów było niezabranie rękawiczek.
Jednak czego się nie robi dla promocji filozofii. Mimo temperatury odczuwalnej poniżej 10 stopni, rozebraliśmy się do bluz i rozpoczęliśmy sesję zdjęciową, reklamując przy okazji nasz Klub 😊
Z momentem nastania jasności, zdaliśmy sobie już dokładnie sprawę z warunków nam towarzyszących. Niebo było po godz. 5 pokryte ciemnymi chmurami, a coraz wyraźniejsze odgłosy grzmotów dawały znać, że burza zbliża się wielkimi krokami. Nie mogliśmy pozostać więc zbyt długo na szczycie. Przede wszystkim chcieliśmy uniknąć ryzyka stromego schodzenia po śliskich skałach. Udało się, i do samochodu wróciliśmy cali i zdrowi, i bez kontuzji 😊
W powrotnej drodze czekała na nas miła niespodzianka, ale też i nagroda 😊 Zza chmur wyszło tak oczekiwane słońce! Życie jest dobre i piękne!
Wyprawa, zorganizowana spontanicznie, była wspaniała i zakończyła się pełnym sukcesem. Nie tylko tym sportowym i turystycznym. Bardzo zintegrowała nasze środowisko, potwierdziła, że możemy na siebie liczyć i dobrze czujemy się w swoim towarzystwie.
Z każdym wydarzeniem uzmysławiamy sobie coraz bardziej, jak ważna jest Kalokagatia w naszym życiu, i dlaczego warto było się angażować w jej powstanie i rozwój. Chociaż działalność w Klubie nie przynosi nam profitów finansowych, to czujemy się, jakbyśmy wciąż wygrywali coś znacznie istotniejszego 😊
Wracając, rozpoczęliśmy planowanie kolejnych wycieczek. Kalokagatia jeszcze nie raz podkreśli swoją obecność na polskich i zagranicznych szlakach.
Do zobaczenia!
Michał
PS Zapraszamy na nasze konto na Instagramie, gdzie w wyróżnionych relacjach można prześledzić nasze zmagania w trakcie zdobywania Babiej Góry
https://www.instagram.com/kalokagatia.krakow/






Komentarze
Prześlij komentarz