„Opiewanie okaleczonego świata” – czy piękno można znaleźć wszędzie?
Inspiracje przychodzą czasem w niespodziewanych okolicznościach.
Czytam teraz książkę Meksykanina Juana Villoro „Miasto Meksyk: poziomy zawrót głowy”. Starając się opisać tę metropolię, autor cytuje między innymi polskiego poetę, Adama Zagajewskiego, który po II wojnie światowej przeprowadził się z rodziną ze Lwowa do Gliwic. Mało pamiętał swoje rodzinne miasto, lecz było ono niezwykle żywe w opowieściach rodziców. Mityczna uroda Lwowa konfrontowała się nieustannie z rzeczywistym krajobrazem śląskim, znacznie mniej efektownym.
Poeta, oczywiście, tęsknił za wyidealizowanym Lwowem, lecz uniknął resentymentu. Przyjął postawę, którą nazwał „opiewaniem okaleczonego świata”. Zagajewski postanowił szukać piękna nawet tam, gdzie go pozornie nie ma lub jest go bardzo mało.
Czy jednak da się faktycznie piękno znaleźć wszędzie? Czy jest to może rodzaj samooszukiwania?
Naturą człowieka jest poddawanie ocenie wszystkiego, czego doświadcza. Czyni to głównie za pomocą swoich zmysłów, z których wzrok wydaje się być tym najbardziej wiarygodnym, spolegliwym. Piękno możemy poczuć, usłyszeć, dotknąć, posmakować, ale przede wszystkim chcemy zobaczyć.
Najlepszym przykładem jest nasza konferencja popularnonaukowa. Zorganizowaliśmy ją w górach, a nie, na przykład, na wysypisku śmieci. Nikt nie zgłosił tej drugiej propozycji… Ciekawe czemu…
Wybór wydawał się oczywisty, bo wiedzieliśmy, że krajobraz i towarzystwo przyrody będą piękniejsze w Beskidach, i właśnie tego piękna pragniemy doświadczyć, głównie wzrokiem.
Chcemy otaczać się pięknymi przedmiotami, ludźmi i widokami. Brzydota jest ze swej natury odpychająca, acz i ona znajduje swoich koneserów, czego dowodem ruch turpizmu w sztuce. Miłośników tego nurtu traktujemy jednak jak dziwaków, wyraz buntu raczej niż prawdziwych poglądów estetycznych.
Zachwyt nad Krakowem czy Sandomierzem jest łatwy, co mają jednak powiedzieć mieszkańcy miast i miasteczek, którzy nie urodzili się w pięknym architektonicznie lub przyrodniczo miejscu lub trafili do niego w wyniku zbiegu różnych wydarzeń.
Postawy przyjąć można różnorakie, jedną podałem wyżej jak w przypadku Adama Zagajewskiego, czyli zakochania się w swojej małej ojczyźnie pomimo… Jeszcze do niej wrócę. Drugą byłaby obojętność, na zasadzie: skąd się jest, to stamtąd się jest. Bez roztrząsania tych spraw przesadnie. Trzecie podejście byłoby przeciwieństwem zachowania poety: oznaczałoby niechęć do swojego miejsca pochodzenia.
Każde ze stanowisk zaprezentował Filip Springer w swoim bardzo interesującym reportażu „Miasto archipelag : Polska mniejszych miast”.
Dziennikarz opisuje wszystkie miasta, które na skutek reformy administracyjnej z 1999 roku utraciły status województwa (w Małopolsce są to chociażby Tarnów czy Nowy Sącz). Springer odwiedza je, spędza w każdym z nich kilka dni. Po miastach oprowadzają go tubylcy.
Konsekwencje ustawy były w wielu przypadkach wyjątkowo negatywne. Zmalał prestiż miast, z których zniknęły urzędy wojewódzkie. To wraz z bankructwem licznych fabryk i zakładów pracy doprowadziło do gwałtownego wzrostu bezrobocia. Spadała tylko liczba mieszkańców (chlubnym wyjątkiem jedynie Bielsko-Biała), w niektórych ośrodkach nawet kilkanaście procent w ciągu kilkunastu lat. Tego procesu (depopulacji) nie udało się zatrzymać do dzisiaj.
Mimo tego, lokalsi szukają pozytywów. Czegoś, co wręcz racjonalizowałoby i uzasadniało ich decyzję o pozostaniu lub powrocie do rodzinnego miasta, a następnie potrzebę dalszego mieszkania w nim. Wskazują na zalety (chociażby brak korków, spokojniejsze i tańsze życie).
Ale w przypadku jednego miasta schemat nieco się różnił. Chodzi o Radom. Do Springera napisał radomianin, ale obecnie mieszkaniec Warszawy, że go oprowadzi po mieście, będzie jego przewodnikiem oraz szoferem. Nowy kompan reportera specjalnie wziął z tego powodu urlop. Dzień był to niezapomniany, albowiem radomianin całą podróż tylko i wyłącznie narzekał na swoje miasto. Tu źle, tam beznadziejnie. Tu brzydko, tam okropnie. Było to wręcz karykaturalne i sam Springer był zdziwiony takim nastawieniem swojego towarzysza. Przyznawał, że po takiej dawce krytycyzmu miał już dość. Radom może nie jest Paryżem południowego Mazowsza, ale też trudno rysować go jako horror. W końcu ciągle mieszka tam niespełna 200 tysięcy ludzi.
Postawy Zagajewskiego i anonimowego radomianina są więc przeciwstawne. Poeta zdaje sobie sprawę z niedostatków otaczającego go świata. Nazywa go okaleczonym, ale za sprawą wrażliwości i empatii nie zamyka się obrażony na rzeczywistość. Zamiast tego podejmuje udaną próbę zostania estetycznym optymistą. Opiewa otoczenie, które inni by skrytykowali. Ale dzięki temu zapewne ratuje siebie przed poczuciem zgorzknienia i frustracji, które mogłyby go już nigdy nie opuścić, nawet po wyprowadzce.
Kluczowe wydaje się nastawienie. Niemiecki filozof Martin Heidegger użył określenia, które, według mnie, doskonale oddaje pewną cechę człowieka niezbędną w podejmowaniu różnych życiowych wyzwań: „nastrojenie”. Żeby coś zrobić, trzeba być wcześniej „nastrojonym”, tak jak instrument przed grą.
To „nastrojenie” to jest szukanie, a będąc maksymalnie precyzyjnym podjęcie decyzji o szukaniu. Im bardziej niesprzyjające warunki, tym trudniej być „nastrojonym”, ale tym ważniejszym jest osiągnięcie tego stanu. „Nastrojenie” uruchamia cały proces, który może, ale nie musi, skończyć się znalezieniem tego, czego szukamy. Bez niego jednak misja wydaje się niemożliwa do zrealizowania.
Zagajewski opiewa okaleczony świat nie z tego powodu, że on mu się tak bardzo podoba (mimo swoich wad), lecz dlatego że taką postawę uznał za właściwą, słuszną i skuteczną.
Wybór poety jest więc nie tylko estetyczny, ale także i etyczny. To wybór drogi życiowej, która pozwala nie tylko przetrwać, ale i być szczęśliwym człowiekiem. Opiewanie okaleczonego świata w ten sposób byłoby nie tylko kategorią piękna, ale i dobra.
Nie można więc traktować tej aktywności w sposób dosłowny i ograniczyć ją wyłącznie do rzeczywistości spostrzegalnej. „Okaleczona” może być również moja psychika…
Odpowiadając na tytułowe pytanie: szukajmy piękna i dobra wszędzie i zawsze. Tylko wtedy je znajdziemy. Apeluję do każdej osoby: bądź estetycznym i etycznym optymistą!
Michał
Artykuł powstał w ramach I Filozoficznej Konferencji Popularnonaukowej Krakowskiego Klubu Filozoficznego Kalokagatia „W poszukiwaniu dobra i piękna”, która odbyła się w terminie 31 maja-1 czerwca 2025 r. (Hala Kucałowa, Polica).
W linku poniżej relacja z wydarzenia:
https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2025/06/konferencja-popularnonaukowa-w.html





Komentarze
Prześlij komentarz