Refleksje pielgrzyma, czyli dlaczego warto dwa razy wejść do tej samej rzeki
Według jednej z najsłynniejszych filozoficznych sentencji, nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki. Interpretacja powiedzenia Heraklita z Efezu została na przestrzeni wieków jednak kompletnie przeinaczona jako zniechęcająca do powtórzenia działania.
Prawdziwe znaczenie maksymy sprowadza się do stwierdzenia faktu, że i my, i wszystko wokół nas nieustannie się zmienia. A więc nie mogę wejść drugi raz do tej samej rzeki, dlatego że i ja, i potok nie jesteśmy tacy sami jak kiedyś.
Trafność tych słów uderzyła mnie na przełomie kwietnia i maja 2023 roku. Wtedy po raz kolejny postanowiłem udać się na Camino szlakiem Portugalskim Centralnym.
O swojej pierwszej pielgrzymce napisałem trzy teksty (linki poniżej).
http://trwoga.blogspot.com/2019/12/camino-przygoda-zycia.html
https://trwoga.blogspot.com/2020/09/schroniskowe-zycie-na-camino.html
https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2021/12/o-przeznaczeniu.html
Był to dla mnie cudowny i niezapomniany okres. Z powodu pandemii przekładałem na kolejne lata ponowne ruszenie w drogę. Ostatecznie, rok 2023 wydał mi się idealny, by powtórzyć swoją szczęśliwą trasę, z jedną korektą. Wędrowałem tym razem wiosną (nie latem/jesienią), wykorzystując dłuższy niż zazwyczaj weekend majowy (mniej urlopu do wzięcia).
***
Wystartowałem z Porto 25 kwietnia (wtorek, święto narodowe Portugalii – Rewolucja Goździkowa), by do Santiago de Composteli dojść 3 maja (środa, święto narodowe Polski). Plan zakładał 4 dni spędzone w Portugalii oraz 5 w Hiszpanii.
Do granicy wszystko – nomen omen – szło idealnie. Nawet lepiej niż się spodziewałem. Najpiękniejszym momentem było spotkanie z Sarą w Tamel oraz wspólna wideokonferencja z Viktorią. Poza tym w schroniskach spędziłem bardzo miły czas z Belgijką Florianne oraz Austriaczką Theresą. Albergue były zaskakująco puste.
Sprawy zaczęły się komplikować w Hiszpanii, gdzie nałożyło się kilka problemów, z czego dwa doskwierały mi bardzo. Po pierwsze, kontuzja stopy, która skończyła się pięciocentymetrowym grubym pęcherzem i problemami z włożeniem nogi do buta. Po drugie, tłum na szlaku (mam na myśli nie tylko piechurów, ale i rowerzystów; czasem czułem się, jakbym brał udział w wyścigu Vuelta a Espana, a nie Camino), przez który zawczasu należało rezerwować noclegi, co odbierało całości tak oczekiwanej przeze mnie szczypty nieprzewidywalności.
W tej masie ludzkiej jednak bardzo trudno było mi połączyć siły z kimś innym, by wspólnie dotrzeć do Sanktuarium św. Jakuba. Pielgrzymka przed pandemią a po epidemii to dwie zupełnie różne rzeczywistości.
Widać, że znacznie zwiększyła się dysproporcja pomiędzy pielgrzymami startującymi solo, a tymi w grupie, na korzyść tych drugich. A ci, którzy zdecydowali się na samotną włóczęgę, chcieli pozostać wierni swojemu wyborowi do końca. Zaskoczyło mnie, jak wielu młodych ludzi już na przedmieściach Santiago wędruje ciągle bez towarzystwa. Kilka lat temu taki widok byłby rzadkością, w 2023 roku stał się powszechny.
***
Najważniejsza i zarazem najbardziej dotkliwa lekcja, jaką wyniosłem z drogi, to ta że nie jestem już młodym człowiekiem.
Niby to prawda oczywista dla każdej osoby w wieku 30+, ale uzmysłowienie sobie tego naprawdę potrafi zaboleć, nawet bardziej niż zraniona stopa.
W 2019 roku pokonywałem ten sam szlak, w gorszych warunkach, bo przy znacznie cieplejszej pogodzie, z gracją i uśmiechem na twarzy. Czułem się niepokonany, nawet w trakcie zdobywania wzniesień. Teraz byłem wyprzedzany na płaskich odcinkach, a w przypadku kilku etapów ostatnie kilometry pokonywałem w żółwim tempie.
W 2019 roku nazywano mnie Rapido Polaco (szybki Polak), w 2023 roku ten pseudonim pozostał tylko szyderczym wspomnieniem.
Kolejny wniosek dotyczy oczekiwania, i jak ono sprowadziło mnie na manowce. Kiedyś na grupie Facebookowej dla polskich pielgrzymów rzuciłem temat, czy ludzie mają obawy, by pójść drugi raz na Camino, gdy pierwszy był wspaniały. Zagrożenia widziałem dwa:
1) następna pielgrzymka będzie lepsza, i osoby poznane na inicjacyjnej z biegiem lat staną się mniej istotne, zatrze się o nich pamięć;
2) następna pielgrzymka będzie gorsza, i już nie trzeba dodawać nic więcej.
Jak widać, i tak źle, i tak niedobrze. To również był drobny powód, dla którego przeciągałem termin kolejnego Camino.
Potrzebowałem czasu, by zrozumieć, że porównywanie obu wędrówek było błędem strasznym, tak jak i zaplanowanie całości, by możliwie dokładnie powtórzyć trasę nawet z tymi samymi albergue (tutaj zamiary pokrzyżował mi los: schronisko w O Porrino było akurat tego dnia zamknięte, nocleg w Ponte Sampaio zarezerwowano w całości, a kontuzja stopy przyspieszyła moją wędrówkę, więc pokonywałem możliwie dużo kilometrów, dopóki mogłem włożyć nogę do buta).
Każde odstępstwo od ideału (czytaj: pierwszego Camino) przyjmowałem z niechęcią. Chociaż zbliżałem się do Santiago, to we mnie narastała raczej frustracja, a nie poczucie szczęścia.
Na trasie towarzyszyło mi więc cierpienie fizyczne, pociągające za sobą ból egzystencjalny. Oba odbierały radość z pielgrzymki, więc chciałem ją jak najszybciej zakończyć.
Dawno nic mnie tak nie zszokowało jak takie właśnie moje nastawienie do drogi, którą przecież kocham.
***
W środę, 3 maja szybko odebrałem Compostelę, w czwartek po raz pierwszy w życiu uczestniczyłem w mszy św. w Katedrze z rytuałem kadzenia świątyni przez Botafumeiro.
https://www.instagram.com/reel/Cr0nAo5Ip1A/?igshid=MmJiY2I4NDBkZg==
Na Majorkę, gdzie kontynuowałem urlop, leciałem dopiero w sobotę, więc pozostał mi jeszcze piątek. Tego dnia udałem się pociągiem do Vigo, by zwiedzić to urokliwe miasto i pogapić się na ocean 😊
Akurat tak się składa, że żeby tam dojechać, trzeba minąć po drodze kilka znanych ze szlaku miejscowości (Pontevedra, Arcade, Redondela, O Porrino i inne).
Wyprawa do niegdysiejszej siedziby Celtów okazała się podróżą w głąb siebie. Po zobaczeniu za oknem kolejnych uśmiechniętych pielgrzymów, szybko zatęskniłem za drogą. Chciałem być tam z nimi, i znowu to przeżywać…
***
W trakcie Camino płakałem, że idę. Po ukończeniu pielgrzymki płakałem, że już nie idę.
Więc w przyszłym roku, jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, trzeci raz wejdę do tej samej rzeki. Ale pamiętajmy, i że ja będę inny, i rzeka (Camino) będzie się różniła.
Nie mogę się doczekać.
Michał
PS Dziękuję Iłłonce za mądre rozmowy i usystematyzowanie tego, co gdzieś w podświadomości tkwiło. Do zobaczenia na szlaku 😊






Komentarze
Prześlij komentarz