O wdzięczności

Tematem tego tekstu będzie wdzięczność, więc należy go rozpocząć od podziękowań 😊

Przede wszystkim dla Viktorii za wspaniałą konwersację, po której mam nowe spojrzenie na wiele spraw i zdecydowanie zainspirowała mnie do napisania tego artykułu. Rozmowę odbyliśmy w dosyć niecodziennych okolicznościach, bowiem na mojej ulubionej skale w Son Veri (Majorka), znajdującej się nieopodal brzegu, ale już na pełnym morzu. Zawsze odpoczywam tam po sesji pływania, i osuszam się przed powrotem na skalistą plażę. Tym razem dołączyła do mnie Vika i ubrani w stroje kąpielowe, rozpoczęliśmy trwający kilka godzin, prawie aż do zachodu słońca, dialog. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak wiele otrzymałem w tak krótkim czasie. 




Viktorio, dziękuję Ci za tę rozmowę, za Camino, i za wszystko!

Dziękuję także członkom Kalokagatii za bardzo ożywioną dyskusję na październikowym i listopadowym Zebraniu Zarządu (relacje w linkach: https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2022/10/zebranie-zarzadu-1-pazdziernika.html ; https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2022/11/zebranie-zarzadu-6-listopada.html ). To dla mnie zawsze duża przyjemność, ale też i wyzwanie wystawić swoje poglądy na próbę w tak znamienitym i krytycznym gronie. Chociaż głównie się nie zgadzaliśmy (i bardzo dobrze, tak powinno być w debacie między filozofami), to pewne opinie we mnie rezonowały i znajdą swoje odzwierciedlenie w tym tekście.

Dziękuję także Annie D. za równie świetną wymianę zdań i pokazanie nowej perspektywy.

Osobne podziękowania również dla Pauli za wyjaśnienie jednej kwestii.

Tekst może wywołać kontrowersje podobne do tych z Zebrań Zarządu. Mam nadzieję, że tak się stanie 😊 Dlatego jeszcze jedna ważna kwestia. Artykuł kieruję do siebie, do nikogo innego! Ale skorzystać mogą wszyscy, więc zapraszam Was do lektury 😊

Bardzo długi wstęp… Przejdźmy do rzeczy!

***

Moja rozmowa z Viką dotyczyła relacji międzyludzkich, najbardziej przyjaźni. Jak zbudować taką, żeby obie osoby czuły się w niej szczęśliwe, i jak nie pomylić się w ocenie drugiego człowieka, by uniknąć rozczarowania.

Wszyscy zgodzą się z tym, że żadna relacja nie ma racji bytu, gdy spotkają się ze sobą ludzie, którzy chcą tylko brać, a nic od siebie nie dawać.

Ideałem jest sytuacja przeciwna, gdy w relacji są dwie osoby, które skupiają się głównie na dawaniu.

Równie często jednak dochodzi do spotkania dającego i biorącego.

Jak jednak będąc samemu dającym, odróżnić jeden typ od drugiego?

Tym papierkiem lakmusowym jest, według mnie, właśnie wdzięczność.

***

Słownikowa definicja wdzięczności to: „uczucie będące reakcją na doznane od kogo dobro, poczuwanie się do płynących stąd zobowiązań moralnych, chęć odwzajemnienia się” ( wdzięczność – Wielki słownik W. Doroszewskiego PWN data dostępu: 8 grudnia 2022 r.).

Wdzięczność jest więc zawsze pewną odpowiedzią na cudze zachowanie. Nie stanowi aktu czystego „dawania”. Ściśle się z nim jednak łączy, bowiem jest w istocie „ODdawaniem”. Różnica zaledwie dwóch liter dobrze – nomen omen – oddaje silny związek pomiędzy jednym a drugim.

Wdzięczność traktowałbym jako stan, w którym nie chcę być długo dłużny. Czyli w relacji zostałem postawiony w położeniu biorącego (dostałem coś od drugiej osoby), więc samemu, będąc z natury lub wychowania kimś dającym, chcę natychmiast ten „dług” metaforycznie zwrócić, czyli „oddać” otrzymane dobro.

Wdzięczność jako oddawanie jest więc dawaniem, tylko że z powrotem.

***

Charakter wdzięczności może być różny. W mojej ocenie zdecydowanie wystarczające są gesty i słowa (na pewno NIE pieniądze!). Mają one często dużo większą moc niż czyny. Cóż jest prostszego i piękniejszego, niż powiedzieć/napisać drugiej osobie „dziękuję” lub wyrazić to uczucie w inny sposób. Wydaje się to najbardziej oczywistą rzeczą na świecie.

***

Z własnego doświadczenia wiemy jednak, że nieustannie zdarza nam się doświadczać braku wdzięczności od innych ludzi, a w skrajnych przypadkach nawet niewdzięczności. Dlaczego tak się dzieje?

W mojej ocenie, do zrozumienia tego faktu kluczowy wydaje się powrót do opozycji „brania” i „dawania” w relacji.

Osoba dająca zawsze będzie chciała oddać otrzymane dobro.

Osobie biorącej jednak na tym zupełnie nie zależy. Ona traktuje przyjaźń jednostronnie: Ty dajesz, ja dostaję. I tak bez końca. Jest tak przyzwyczajona do „brania”, że raczej będzie traktowała taki stan jako coś naturalnego, nie wymagającego nadzwyczajnej reakcji.

Nie dziękuję się przecież za oczywistości…

Osoba biorąca nie będzie więc miała potrzeby „oddawania”, tak samo jak nie ma potrzeby „dawania”. Po wdzięczności, a raczej jej braku możemy ją właśnie poznać.

W taki sposób wdzięczność staje się papierkiem lakmusowym, rozgraniczającym „dającego” przyjaciela od „biorącego”.

***

Rozumując trochę w duchu Augustiańskim, przeciwieństwem wdzięczności byłby właśnie brak wdzięczności, który jednak należy wyraźnie odróżnić od niewdzięczności, bo to z pewnością nie są pokrewne zjawiska, choć drugie wypływa z pierwszego.

Brak wdzięczności jest tym, czym jest. Po prostu brakiem podziękowań. Niewdzięczność z kolei wykracza poza to i przechodzi już w sferę bardzo często podłości. Czyli jest czymś znacznie gorszym.

Niewdzięcznością mogłaby być na przykład dezaprobata wobec otrzymanego dobra, pogarda dla drugiej osoby, próba zlekceważenia jej.

Brakiem wdzięczności można więc „tylko” zawieść drugą osobę, niewdzięcznością już ją krzywdzimy.

***

Kilka akapitów wcześniej napisałem o byciu wdzięcznym z natury lub wychowania. Na samym początku Kalokagatii, jednym z naszych ulubionych tematów dyskusji był film „Bliscy nieznajomi” (W linku mój tekst o tym dziele: https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2022/05/filozoficznie-o-filmach-1-bliscy.html ). W skrócie, opisuje on eksperyment naukowy, który miał przesądzić, czy ważniejsze w naszym życiu są geny (natura) czy wychowanie. Spór nie został w zasadzie rozstrzygnięty do dzisiaj.

W mojej ocenie, w przypadku wdzięczności, istotniejsze jest wychowanie. Na poziomie moralności, sprowadzenie naszego postępowania do genów nie ma wielkiego zastosowania i zwalniałoby nas z jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje czyny. Wykluczałoby to nasz rozwój intelektualny, duchowy, mentalny i inny.

Jestem pewien, że można w sobie wyrobić pewne dobre nawyki, i każdy z nas ma w sobie zdolność do bycia wdzięcznym. Umiejętność podziękowania nie jest wiedzą kosmiczną.

***

Wdzięczność wydaje się pospolitą cechą, mało przydatną w dzisiejszych, dosyć bezwzględnych czasach. Z pewnością łatwiej brać niż (od)dawać. Ale naprawdę jest potężną siłą. Czyni nas bardziej szczęśliwymi, i to na wiele sposobów. Po rozmowie na skale upewniłem się, że wdzięczność jest warunkiem udanej relacji. Dlatego szukajcie takich ludzi. I, dodałbym, jeszcze lojalnych. To dwie cechy wspaniałych przyjaciół.

Powodzenia!

Michał

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tkaniu wspólnoty

Wypełniamy Kwestionariusz Prousta

Zebranie zarządu (22 lutego) – sprawozdanie