Opowieść o szczęśliwym amatorze

Często rozmawiam z innymi osobami o Krakowskim Klubie Filozoficznym Kalokagatia. Uważam, że takie spojrzenie ludzi z zewnątrz (filozoficznie byśmy powiedzieli: z pradystansu) jest niezwykle wartościowe. Dzięki tym opiniom mogę dostrzec coś, czego wcześniej, będąc blisko i zaangażowanym w całe przedsięwzięcie, nie widziałem.

Wraz z rozwojem Kalokagatii coraz częściej słyszę/czytam zdania, że to wspaniale, iż realizujemy swoją pasję, zarażamy nią innych i mamy grono w którym możemy się regularnie spotykać i rozmawiać o filozofii.

 


Podobne bardzo miłe świadectwa zaczęły się powtarzać, a ich odbiorcą nie byłem już tylko ja. Zachęciły mnie one do pewnych refleksji.

***

W związku z naszymi studiami filozoficznymi, odbyliśmy dwuletni i zaawansowany kurs języka łacińskiego. W zasadzie zdecydowana większość języków europejskich i w warstwie leksykalnej, i gramatycznej opiera się na łacinie. Z czasem jednak znaczenie pewnych słów uległo sporym przeobrażeniom. Często zabawnym jak nasza ulubiona „spelunca” (czytaj: spelunka), która w łacinie oznacza po prostu jaskinię. Dzisiejsze rozumienie tego pojęcia zawdzięczać można zapewne położeniu szemranych knajp w piwnicach i lokalach pod ziemią albo obyczajom ludzi je odwiedzających, „godnych” czasów bardzo odległych (gdy mieszkało się w jaskiniach).

Niestety, podobny przypadek nie dotyczy słowa „Amator”. Pisząc ten artykuł, edytor tekstu jako synonimy zaproponował mi: laik, profan, nieprofesjonalista, niefachowiec, niespecjalista. Określenia te i tak są łagodne, każdy z nas znalazłby ostrzejsze. A ten poczciwy amator według klasycznej łacińskiej definicji, to osoba, która robi coś z powodu miłości (amo, amare – kochać). W skrócie, będąc amatorem filozofii, zajmuje się nią dlatego, że ją kocham. I ta miłość do niej jest wystarczającym powodem, by się nią pasjonować. Nie potrzebuję już żadnego innego.

Takie rozumienie, przyznajmy, jest bardzo pozytywne, i zupełnie odwrotne od potocznego, w którym amator jawi się raczej jako wyzwisko, a rzadziej jako proste stwierdzenie faktu (na przykład amator białego szaleństwa”).

***

Ola napisała na naszym blogu słuszny tekst o doskwierającym braku czasu (https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2022/04/nieznosny-brak-czasu.html ). Wszyscy w Kalokagatii jesteśmy w wieku 30+ i swoją dobę (codziennie 24 godziny) musimy dzielić na rodzinę, pracę, przyjaciół, kulturę, podróże, sport, hobby, sen itd. Ale każda i każdy z nas mimo to zdołał znaleźć jeszcze chwilę, by zaangażować się w rozwój klubu. Nikt nam za to nie płaci, nie ma też widoków, że kiedykolwiek coś na tym zyskamy finansowo. Nawet, projektując swoją linię ubrań, ani przez myśl nie przyszło nam, by na niej zarabiać, co kilka osób spoza naszego grona mocno zdziwiło. Ba, jeszcze dołożyliśmy do tego interesu…

Czyli „tracimy” i czas, i pieniądze na Kalokagatię, ale nie żałujemy. Dlatego że jesteśmy amatorami filozofii. Robimy to, bo to kochamy, i właśnie to podejście czyni nas szczęśliwymi.

Ale nie tylko to. I to jest to odkrycie płynące z rozmów z obserwatorami naszego przedsięwzięcia. Wcześniej byliśmy tak zajęci filozofią, że, być może, nie zauważyliśmy innej wartości, która zaczęła nam towarzyszyć.

Wspólnotowość.

Bo co z tego, że mam swoje przemyślenia (filozoficzne czy życiowe), jeśli nie mam ich z kim przedyskutować lub się nimi podzielić.

Ostatnie nasze dyskusje są niezwykle intensywne. Wielość wątków, siła argumentów zachęcają wszystkich do żywego debatowania. Zwróciliśmy również uwagę, że naszym rozmowom przysłuchują się inni ludzie. Głód spotkania z drugim człowiekiem i rozmawiania na poważne tematy wydaje się więc spory nie tylko wśród filozofów. Kalokagatia tę społeczną potrzebę zaspokaja.

***

Miłość do filozofii przyciągnęła nas ku jednej idei. Ale żeby ta idea została zmaterializowana (wydostała się z jaskini) potrzeba było czegoś więcej. Tego poczucia, że razem tworzymy zespół i patrzymy w jednym kierunku. W Kalokagatii odnaleźliśmy w sobie przyjaciół, którzy z przyjemnością się spotykają, a następnie planują kolejne zebrania, dyskusje, projekty. Chociaż brakuje nam czasu, to szukamy sposobu, by go znaleźć. Połączone siły, umiejętności, wiedza i talenty potrafią pokonać przeszkody, które jeszcze kilka miesięcy temu wydawały się nie do przeskoczenia.

To wielkie wyróżnienie móc być częścią Krakowskiego Klubu Filozoficznego Kalokagatia. Śniłem wiele lat o takiej inicjatywie, i wreszcie, po kilku nieudanych próbach, czuję, że się udało. Ale to nie koniec, bo mam nowe marzenia i bardzo się cieszę, że mam je z kim spełniać. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy!

 


***

Mój przepis na szczęśliwość byłby więc taki: rób, to co kochasz, z ludźmi, których lubisz. W Krakowskim Klubie Filozoficznym Kalokagatia ten piękny i dobry scenariusz udaje się realizować.

Michał

 

PS Jeśli chcesz do nas dołączyć, zapraszamy. Skontaktuj się z nami przez Instagrama (https://instagram.com/kalokagatia.krakow?igshid=YmMyMTA2M2Y= ) lub za pośrednictwem adresu e-mailowego: kalokagatia.krakow@gmail.com

Chcesz się dowiedzieć o nas czegoś więcej, sprawdź link poniżej:

https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2021/06/kim-jestesmy.html


PS 2 

Autorstwo zdjęć:

Fot. 1 Marzena

Fot. 2 Weronika

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tkaniu wspólnoty

Wypełniamy Kwestionariusz Prousta

Zebranie zarządu (22 lutego) – sprawozdanie