O. Prof. Jan Andrzej Kłoczowski OP (1937-2025) - wspomnienie
Wczoraj, w sobotę, 12 kwietnia, w wieku 87 lat zmarł o. Prof. Jan Andrzej Kłoczowski OP.
Popularnie nazywanego „Kłocza” znałem z dwóch Jego aktywności: jako uczestnik mszy św., które odprawiał co tydzień w niedzielę w kościele Dominikanów o godz. 12 oraz student filozofii na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II, gdzie chodziłem na prowadzone przez Niego wykłady obowiązkowe z filozofii religii oraz wszystkie wykłady monograficzne (dobrowolne – razem 4).
Swój stosunek do religii określiłbym jako szukający. Studia filozoficzne na katolickiej uczelni ugruntowały mnie, że przynajmniej moja droga do wiary musi prowadzić przez rozum. Uczestnictwo w nabożeństwach koncelebrowanych przez o. Kłoczowskiego z pewnością do tego celu mnie przybliżało. W swoim życiu nie spotkałem wybitniejszego kaznodziei niż „Kłocz”. W tej materii zmarły był niedoścignionym mistrzem.
Kazania o. Kłoczowskiego były długie (co najmniej kilkanaście minut), ale nigdy przegadane. Mówił „z głowy”, nie czytał z kartki. Dawało się odczuć, że zakonnikowi w trakcie tworzenia musiała towarzyszyć głęboka refleksja nad tym, co chce przekazać wiernym, którzy szczelnie zapełniali świątynię w niedzielne południe. Kompozycja kazań była więc jasna: wstęp, rozwinięcie i morał na końcu. Każdy wyraz znajdował się na swoim miejscu, tak samo wymowne pauzy. Pełne erudycji i wiedzy biblijnej oraz filozoficznej opowieści zostawały na długo. Jestem przekonany, że dopiero co usłyszane słowa mogły natchnąć wielu odbiorców i popchnąć ich w kierunku dobra i piękna. Także dlatego, że te kazania były zawsze świadectwem wiary, nadziei i miłości.
O. Kłoczowski jako kaznodzieja wydawał mi się człowiekiem wielkim, acz niedostępnym. To się zmieniło, gdy zostałem już jego studentem. Szczególnie zapamiętałem wykłady monograficzne. Co semestr wszyscy wykładowy musieli wymyślać nowy temat zajęć, który przyciągnąłby zainteresowanych daną tematyką filozoficzną. Jako studenci mogliśmy z licznej oferty wybrać kilka, które nam najbardziej odpowiadały.
Mówiąc wprost, nie wszyscy profesorowie przykładali się do tego zadania, proponując nazwy monografów zastanawiająco zbliżone do proponowanych w poprzednich latach. O. Kłoczowski nie należał do tej grupy. Co pół roku wymyślał coś całkowicie nowego i oryginalnego, dając dowód, że naukowo jest ciągle w fazie rozwoju i poszukiwania. I na tej drodze mogliśmy mu towarzyszyć, co było i zaszczytem, ale też przede wszystkim wspaniałą intelektualną przyjemnością.
Wykłady o. Kłoczowskiego były wyjątkowe. Odbywały się one wieczorem w salce wykładowej w klasztorze Dominikanów na ul. Stolarskiej. Chętnych było tak wielu, że czasem brakowało biurek, a krzesła trzeba było donosić z innych pokojów.
Widok musiał być niesamowity. Kilkudziesięciu młodych adeptów filozofii pod okiem duchowego i intelektualnego mistrza czyta pisma filozofów, i wszyscy razem próbują dojść do prawdy. Spotkania trwały długo, więc wychodziliśmy bardzo późno. Zdarzało się, że na polu czekały nas światło księżyca, ujemne temperatury i pełno śniegu na ulicach (kilkanaście lat temu zimy były znacznie mroźniejsze), ale nic to nam nie przeszkadzało. Wszyscy byliśmy szczęśliwi, i nie mogliśmy się doczekać kolejnego zebrania za tydzień.
„Kłocz” miał swoje oddane grono sympatyków. Młode kobiety nagrywały i spisywały wszystkie jego wykłady, co dla nas, studentów, stanowiło wielkie ułatwienie, bo posiadaliśmy gotowe skrypty, z których mogliśmy się uczyć na niełatwe egzaminy. Zapisy wykładów miały dodatkową wartość, albowiem były niezwykle szczegółowe. Otóż zawierano w nich dosłownie każde słowo o. Kłoczowskiego, w tym i jego liczne dowcipy. Wydaje mi się, że te skrypty stanowiłyby dzisiaj doskonałe świadectwo osobowości i charakteru ich bohatera.
Te czasy minęły. Ale pozostały wspomnienia o dobrym i pięknym człowieku, i wdzięczność, że mogłem tak obficie czerpać z mądrości o. Prof. Jana Andrzeja Kłoczowskiego. Takich szczęściarzy jak ja, jest tysiące. Śmierć Dominikanina to wielka strata dla polskiego Kościoła i filozofii.
Michał
Źródło zdjęcia:

Komentarze
Prześlij komentarz