Dialog o sprawiedliwości i filozofii: nietypowa recenzja spektaklu "Państwo" (reż. Jan Klata, Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie)
Powszechny stereotyp filozofii jako czegoś zbyt trudnego, interesującego tylko wybranych i zrozumiałego przez nielicznych, powoduje, że obecność filozofii w kulturze (oraz popkulturze) jest niewielka. Każda próba przełamania tego schematu zasługuję na pochwałę i uznanie, ale też krytyczny namysł. Bardzo ucieszyła nas wiadomość, że uznany reżyser Jan Klata postanowił wystawić w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie przedstawienie „Państwo” na podstawie słynnego dzieła Platona.
My, niżej podpisani, Ola i Michał oglądaliśmy spektakl w różnych odstępach czasowych. Bardzo nas zaintrygował, więc postanowiliśmy spisać swoje wrażenia, jednak nie w formie dwóch osobnych recenzji, ale dialogu.
Michał: Pomysł wystawienia „Państwa” Platona uważam za znakomity. Jest to jedno z najważniejszych dzieł filozoficznych, którego głównym tematem jest sprawiedliwość, ale wątków pobocznych i wciąż aktualnych jest całe mnóstwo. Zanim przejdziemy do nich, warto zatrzymać się nad formą spektaklu, która jest nieszablonowa. Otóż, aktorzy mówią językiem oryginału, czyli po starogrecku (tłumaczenie odbywa się symultanicznie, w słuchawkach). Jak oceniasz ten pomysł?
Ola: Ten pomysł oceniam dobrze, ale wyłącznie ze swojej perspektywy, bo obiektywnie nie był to jednak najlepszy zabieg… Dobrze, bo było to ciekawe i poniekąd stanowiło wyzwanie dla widzów, w większości niezaznajomionych z antyczną filozofia grecką. Wymagało większej koncentracji i skupienia. Obcy język jednak odciąga uwagę od treści, a to ta ostatnia powinna być potraktowana jako najważniejsza, jeśli za główny cel stawiamy popularyzację filozofii i sokratejskiego dialogu. A Tobie, jak się podobała ta forma?
M: Rozumiem decyzję reżysera Jana Klaty, gdyż jego koncepcja niewątpliwie znacząco podniosła oryginalność dzieła. Jednak mam mieszane uczucia, albowiem w praktyce był to przerost formy nad treścią. Odbiorca łatwiej zapamięta, że aktorzy mówili w „dziwnym” języku, niż co konkretnie głosili. Główne przesłanie „Państwa” mogło więc znaleźć się na drugim planie, a ono jest przecież najważniejsze. Dlatego wróćmy do samego spektaklu. Czy spełnił on Twoje oczekiwania?
O: Na „Państwo” wybrałam się bez żadnego nastawienia, nadziei ani uprzedzeń. W pewnym sensie, skoro już mowa o filozofii, można żartobliwie powiedzieć, że przyjęłam postawę typu „tabula rasa”. Nie obejrzałam wcześniej zdjęć ze spektaklu, nie przeczytałam żadnej recenzji, nie prześledziłam dokonań reżysera. Nie chciałam się niczym sugerować. Zadbałam o to, by moje wrażenie było czyste i niezmącone, czyli autentyczne i osobiste. Kilka pierwszych chwil po rozpoczęciu spektaklu zasmuciłam się. Spodziewałam się nowoczesności, ale to, co zobaczyłam, wymaga raczej innego określenia i żadne z mi znanych nie pasuje do tego, co poczułam, ujrzawszy kostiumy aktorów. Niestety, najwidoczniej jestem teatralnie zacofana, bo nie umiem sobie w dobry i artystycznie uzasadniony sposób wytłumaczyć przyczyny takiego wyboru strojów – bardzo kolorowych, jaskrawych i dyskotekowych. Wyglądało to po prostu brzydko.
M: Staram się często chodzić do teatru, więc podobne pomysły nie są dla mnie zaskakujące, więc, przyznam szczerze, że tak skupiłem się na wyłuskaniu filozoficznych podtekstów i kontekstów, iż eksperymentowanie z kostiumami przyjąłem już z dobrodziejstwem inwentarza…
O: Rozumiem. Mnie jednak to uderzyło. Podobne odczucia miałam ze scenografią, która była ograniczona do ekranu wyświetlającego niezrozumiałe tańce barw. Prawdę mówiąc mogło go równie dobrze nie być, a nawet byłoby to może lepsze, bo mniej męczące dla oczu.
M: Efektów specjalnych, jak widać, było sporo w przedstawieniu, ale może to znak czasów, że filozoficzne danie podane w tradycyjny sposób byłoby niestrawne dla dzisiejszego odbiorcy. Wróćmy jednak do esencji, czyli właśnie filozofii. „Państwo” Platona to jeden z największych traktatów filozoficznych w historii, podejmujący ważny temat sprawiedliwości. Na kanwie tego wybitnego dzieła Klata stawia ważne pytania o relacje między jednostką a państwem, opłacalność sprawiedliwości i jej udawanie, by odnieść korzyści. Jaką prawdę Ty wyniosłaś z tego spektaklu?
O: Najsilniejsze odczucie (do odczuć się odnoszę, bo mam już to w naturze, że sztukę częściej odbieram emocjami niż racjonalnością) dotyczyło tego, że osoba najbardziej sprawiedliwa zdaje się być jednocześnie najbardziej pognębiona i przegrana. Odniosłam wrażenie, że pragnąc być prawdziwie sprawiedliwym, trzeba się liczyć z tym, że będzie się osamotnionym, że można zostać wykorzystanym i to nawet przez tych, którzy naszą postawę popierają. Sprawiedliwy to cierpiący. Ale to nie musi znaczyć: nieszczęśliwy.
M: Miałem podobne przemyślenia. Sprawiedliwość wydaje się nieopłacalna. Rzeczywistość zachęca prędzej do udawania bycia sprawiedliwym, aniżeli faktycznie autentycznego wyboru takich zasad moralnych. Wnioski są więc pesymistyczne, lecz nie beznadziejne. Reżyser trafnie wyłapał kluczową myśl starożytnej filozofii. Chociaż życie sprawiedliwe nie przynosi korzyści materialnych jednostce, to jest powinnością. Filozof mógłby kłamać, ale jego rolą jest mówienie prawdy w każdych warunkach, także wtedy, a może zwłaszcza wtedy, gdy jest niechciana przez społeczeństwo (państwo). Filozofa można, co prawda, uciszyć, ale nie uciszy się już sumienia, które filozof obudził. Może więc życie sprawiedliwe nie jest skazane na porażkę….
O: Z pewnością nie na porażkę, ponieważ podążanie drogą sprawiedliwości jest zwycięstwem tak czy inaczej. Tym wewnętrznym zwycięstwem, dotyczącym sumienia, ale nie tylko. Jeżeli światem kierują jakieś wartości lub idee, są one bardziej fundamentalne i większe niż ludzkie zachowania lub potrzeby. Warto być w zgodzie w nimi, nie z wygodami doczesności (nawet gdyby nie czekała na nas nagroda w wieczności). Na tym polega ta wygrana, a przegrani są jedynie ci, którzy tego nie rozumieją. Takie przesłanie wydaje mi się niezwykle doniosłe.
M: To jest dla mnie największa wartość tego spektaklu, który jest i efektowny, i efekciarski, ale zawiera w sobie głęboką myśl. Klata przypomina nam naszą fundamentalną rolę: głoszenia prawdy i bronienia jej, niezależnie od konsekwencji. Każdy z nas może być „sprawiedliwym”, i Państwo będzie tym lepsze, im więcej „sprawiedliwych” będzie je tworzyło.
O: Zastanawiam się tylko, jak wielu widzów odbiera to w podobny sposób, a jak wielu z nich wyszło z teatru z poczuciem, że – jak to przytoczyłeś – sprawiedliwość się po prostu nie opłaca.
M: Miejmy nadzieję, że reżyserowi udało się rozbudzić u przynajmniej jednego odbiorcy głód prawdy i sprawiedliwości. Byłby to największy dowód na to, że nie tylko idea sprawiedliwości jest ciągle aktualna i nam wszystkim potrzebna, ale tak samo filozofia, która potrafi zainspirować do tak ważnych refleksji.
Ola i Michał
Źródło zdjęcia plakatu

Komentarze
Prześlij komentarz