O szklance do połowy pełnej
Oglądam
bardzo dużo filmów dokumentalnych i jeden z nich zainspirował mnie do napisania
tego niedługiego tekstu. Dzieło „Żyć pełnią życia” (reżyseria: Sky Bergman)
oddaje głos ponad 75-letnim seniorom z różnych klas społecznych, którzy
przedstawiają swój pomysł na szczęśliwe życie. Wśród licznych odpowiedzi, jedna
powtarzała się najczęściej. „Należy się cieszyć z tego, co się ma, a nie
martwić tym, czego się nie ma”.
Inaczej
mówiąc (i parafrazując sławne filozoficzne powiedzenie): „dlaczego szklanka
jest bardziej do połowy pełna niż do połowy pusta”.
Prawie
1/3 mojego życia pracowałem jako dziennikarz sportowy. Spełniłem tym samym
swoje marzenie z dzieciństwa, gdyż jestem kibicem od małego, a na mecze
Cracovii chodziłem, zanim w ogóle poszedłem do szkoły. Najpierw interesując się
sportem, a potem zajmując się nim zawodowo, widziałem i wiedziałem, że kluczową
rolę w odniesieniu sukcesu pełni ambicja.
Dewiza
olimpijska brzmi „Citius, altius, fortius” (szybciej, wyżej, mocniej).
Fundamentem sportu jest pobijanie kolejnych rekordów, przekraczanie siebie. Ale
też przesuwanie granic ludzkiego organizmu.
W
rywalizacji atletów szklanka jest więc zawsze do połowy pusta. Zawodnicy nie
tylko powinni chcieć osiągnąć lepszy wynik, ale wręcz muszą do tego dążyć. Trzeba
być nienasyconym, wiecznie spragnionym.
W
takim myśleniu dojrzewałem i dorosłem. Aż kryzys na rynku prasy „pomógł” mi
zmienić zawód na znacznie spokojniejszy i daleki od sportu. Od tego momentu,
stopniowo przeobrażeniu uległo też moje nastawienie.
Wróćmy
do filmu. Popularne (i jednak trochę trafne) porzekadło mówi, że starość się Bogu
nie udała. Choroby i pewne zniedołężnienie fizyczne dotkną wszystkich. Ale
jednak w naszym otoczeniu z pewnością możemy spotkać osoby, które, będąc w zaawansowanym
wieku, potrafią emanować energią i życzliwością. Seniorzy z obrazu wiedzą, że
ich życie zbliża się ku końcowi. Głupio byłoby myśleć inaczej. Ale to nie
przeszkadza im zachować pogody ducha, uśmiechu na twarzy.
Też
tak chciałbym…
Dlatego
wierzę nie tylko im, ale przede wszystkim swojej ukochanej Babci Wandzie (w
kwietniu będzie obchodziła 92. urodziny!) na słowo, że lekarstwem jest właściwe
podejście. Radować się i być wdzięcznym za wszystko, szukać wokół siebie dobra
i piękna. Pielęgnować to, co wartościowe, i czyni nas szczęśliwymi.
W
teorii proste, w praktyce bardzo trudne. Nie wiem, na co zachoruję, na niektóre
sprawy mam jednak wpływ. Chociaż za 40 lat intensywne spacerowanie,
pielgrzymowanie na Camino, jazda na rowerze, pływanie, czyli wszystko, co kocham,
będzie dla mnie znacznie trudniejsze (acz nie niemożliwe), to jednak będę chciał
uniknąć zgorzknienia, rezygnacji, frustracji, gniewu, beznadziei, bezsilności i
żalu.
Łatwiej
będzie to osiągnąć ze szklanką do połowy pełną, czyli ciesząc się z tego, co
się ma, a nie martwić, tym czego się nie ma. Szczęście jest bowiem ważniejsze od
sukcesów (sportowych i każdych innych).
Michał
PS
Często przed napisaniem tekstu na bloga, pytam się swoich znajomych o zdanie,
co sądzą na wybrany temat. Chcę porównać różne opinie. Jeden rodzaj odpowiedzi tym
razem mnie zaskoczył, bowiem sondę o szklankę wody wiązali z optymizmem (do
połowy pełna) lub pesymizmem (do połowy pusta). Wydawało mi się zawsze, że to
powiedzenie dotyczy raczej teraźniejszości (nastawienia tu i teraz), lecz, jak
się okazało, trochę racji mieli moi rozmówcy, bowiem nieoczekiwanie, sam dla
siebie, spojrzałem w tym artykule w odległą przyszłość.
Dziękuję Wam pięknie za to odświeżające dla mnie spojrzenie.

Mamy więc dwa archetypy: sportowca i starca. Wraz z biegiem życia przesuwamy się od pierwszego do drugiego, przy czym (i to wydaje mi się kluczowe) nie mamy za bardzo wyboru, na który z nich się zdecydować. Jesteśmy zdeterminowani biologicznie naszymi możliwościami oraz intelektualnie przez subiektywną ocenę naszych możliwości.
OdpowiedzUsuńSzklanka do połowy pusta/pełna to jednocześnie interpretacja świata oraz ocena naszych możliwości dokonywania zmian. Idąc dalej tym tokiem rozumowania tworzymy macierz: niezadowolenie ze świata i optymizm co do swoich możliwości - sportowiec. Odwrotnie założenia przyjmuje starzec. Z kolei pesymizm lub optymizm w dwóch obszarach byłby dysfunkcyjny życiowo.
Idąc jeszcze dalej i radykalizując wnioski, zaryzykuję stwierdzenie, że jeżeli nam się już nie chce to wtedy jesteśmy martwi. I to nie tylko metaforycznie. Czy może być tak, że umysł daje sygnał ciału, że dalsza aktywność nie jest potrzebna? (Liczne badania psychologiczno-statystyczne potwierdzają, że ludzie z gorszym samopoczuciem żyją krócej).
Może więc rozwiązaniem i szansą na dłuższe życie (a jednocześnie oszustwem nad samym sobą) jest zmuszanie się do regularnego aktywowania archetypu sportowca? Wynajdywaniu obszarów aktywności, w których można wykazać się transgresją?
A może wyjść poza strukturę (przynajmniej tymczasowo) i zastosować trik myślowy i przekonać samego siebie, że nie muszę określać siebie i świata w pozytywno-negatywnym spektrum.
Ostatnia opcja brzmi kusząco, jednak bliżej jej do mistycznej nirwany niż codziennego życia.
Najbardziej kuszącą możliwością, którą czasami udaje mi się zastosować jest "wybór", czyli decyzja, że czasami coś mi się chce, czasami nie chce, a czasami chce mi się nie uczestniczyć w "chceniu".
Bardzo interesujący komentarz! Dziękuję pięknie :)
UsuńPorównanie sytuacji sportowca do starca niezwykle ciekawe. Można wyciągnąć taki wniosek, że im dłużej żyjemy, tym bardziej szklanka naszego życia się zapełnia, bo coraz mniej od życia możemy wymagać (nasze możliwości są zdecydowanie mniejsze).
Kluczowe staje się więc nastawienie. Podtrzymuję tezę, że w dojrzałym wieku bardziej przydatna będzie szklanka do połowy pełna. Nie oznacza ona jednak rezygnacji, lecz bardziej pogodzenie się z warunkami zewnętrznymi. Łatwiej wtedy też o "wybór" z ostatniego akapitu. Sportowiec MUSI napełnić bardziej szklankę, starzec już tylko MOŻE.
Jeszcze raz dziękuję za ten świetny i inspirujący do refleksji komentarz!