Kobieca przyjaźń w dobie współczesnej gonitwy życia

Pomysł na powstanie tekstu pojawił się przypadkiem, podczas ostatniego spotkania Kalokagatii (https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2022/09/zebranie-zarzadu-10-wrzesnia.html ). Raczej było to wtrącone zdanie na temat znaczenia przyjaźni, które okazało się świetnym pomysłem na interesujący artykuł. Wróciłam do domu i podjęłam rękawice, ponieważ temat jak najbardziej mnie dotyczy, a z obserwacji wnioskuję, że nie jest jednak postrzegany tak samo przez wszystkich. 

 


 

Tak więc przystąpiłam do pisania. Ale co to za wiarygodność pisarska, kiedy dowiadujemy się o relacjach od tylko jednej strony. Nie pozostając egoistką, opowieść o przyjaźni przedstawiłam swojej bratniej duszy. Nie ukrywam, że trudno się pisze się o kimś i na dodatek prosi się o osobistą recenzję. Jednak zamiast oceny pojawiła się chęć podzielenia swoimi spostrzeżeniami i wnioskami. I tak zostało postanowione, aby tekst był wspólny i kobiecy. Udało się. Przeczytajcie sami. 


Czym jest przyjaźń? Czy to tylko relacja społeczna, czy coś, co pomaga nam w odnalezieniu uczucia, które stoi w parze z miłością? A może to zaledwie trywialne słowo, które bez wartości opisuje samą relację, a nie to, co może za sobą nieść? Ale czy przyjaźń to oczekiwanie tylko pozytywnej odpowiedzi zwrotnej od drugiej osoby? To relacja międzyludzka, której fundamentem jest szeroko pojęte wsparcie – w trudnych chwilach, ale też przy realizacji marzeń. To chęć, a może nawet bardziej potrzeba dzielenia się smutkami oraz sukcesami. To możliwość zwierzenia się z sekretów, o których ciężko jest nam mówić innym, nie narażając się na śmieszność. Dobrze jest mieć świadomość, że istnieje osoba, której możesz zaufać, i która cię wysłucha. I może nawet ta świadomość jest ważniejsza niż samo wsparcie. 


Przyjaźń to relacja najcięższego kalibru. Można ją zniszczyć w jednym momencie, może trwać tylko jakiś czas, albo zostanie z nami do końca życia. To więź, nad którą pracuje się nieustannie, a nie posiadło raz na zawsze. Tak samo jak miłość czasem boli, tak przyjaźń powinna być szczera, aż do łez. 


Ale czy na pewno? Czy bezwzględna szczerość nie jest przereklamowana? Może, jak we wszystkim, i tutaj wskazany jest umiar? Chociaż czasami bywają momenty, że trzeba potrząsnąć człowiekiem, licząc się z konsekwencjami swojej prawdomówności. 


Relacje są różne, ale najczęściej proste. Bez zobowiązań. Po prostu. Bo chcemy, bo potrzebujemy, ale nigdy nikt nikogo do tego nie zmusi. Nie szukamy przyjaciół, nimi stajemy się na drodze życia. Jesteśmy w licznych relacjach, ale czy przyjaciół można mieć wielu? Pytanie, czy tego chcemy, i czy znajdziemy czas dla nich wszystkich. Uważamy, że chcąc być oddaną przyjaźni i być w niej na 100%, warto mieć jednego życiowego druha. 


Z pewnością, w przyjaźni nie powinno być przymusu, nic na siłę, bo trzeba, bo wypada. I mamy tu na myśli częstotliwość spotkań. To nie są badania profilaktyczne, które należy powtarzać cyklicznie. Jak patrzymy na Naszą przyjaźń, to tutaj nie ma żadnej regularności. A mimo to, żadna z nas nie miała nigdy pretensji o to, że za rzadko do siebie piszemy, czy się spotykamy (chociaż mamy swoje coroczne rytuały). Rozumiemy, iż każda ma swoje życie, obowiązki, pracę – dajemy sobie przestrzeń. Ale też wiemy, że w razie sytuacji awaryjnej wystarczy słowo (chciałoby się rzec: a będzie uzdrowiona dusza moja). 


Przyjaźń jest swego rodzaju terapią dla duszy. Ona pozwala nam się otworzyć, tym samym czyni nas lepszymi, wartościowymi, wdzięcznymi. Ale czy pozwalamy, aby przyjaźń kształtowała nas, czy my kształcimy ją, by ona stała się naszą formą.

 
Wspólne zainteresowania, ulubieni pisarze, gatunek muzyczny, kuchnia, serial – można by wyliczać w nieskończoność – z pewnością są doskonałym spoiwem przyjaźni. Natomiast kwestie różniące otwierają umysł, pozwalają na inne spojrzenie i prawdziwy krytycyzm, z którym liczymy się bardziej, mając świadomość, że szczerość to podstawa relacji. Ale przyjaźń to nie wyjście ratunkowe. To swego rodzaju życiowy bulterier, który sprowadza nas na ziemie. Przyjaźń przychodzi nieoczekiwanie i zanim się zorientujemy, to już nas coś do siebie przyciąga, a kobiety mają jakiś cudowny „szósty zmysł”, przeczucie, które pozwala na znalezienie pewnej przestrzeni w swoim życiu, na gościnę. Ale to relacja, która nie ląduje na marginesie, do odłożenia na później. Nie powinniśmy, nie możemy i nie mamy prawa tego przekładać, bo na tym polega wzajemność.

 
Sama świadomość tego, że mamy takiego anioła stróża, pozwala nam na lepsze rozumienie wszystkiego, bo bierzemy pod uwagę myśli takie jak „a co ona zrobiłaby na moim miejscu”. To bardzo zdrowe spekulowanie. 


Jako kobiety staramy się być doskonałe, samowystarczalne, zaradne, silne itd. Ale nie jesteśmy cyborgami (chociaż chciałybyśmy być, tak jak w dzieciństwie, księżniczkami). Dlatego, czy w gonitwie życia, ciągłym zapracowaniu, znajdujemy czas na wspólną kawę lub kino? Oczywiście, że tak, bo to relacja niewymuszona. Albo się spotykamy, albo nie. Albo mam na spotkanie ochotę albo nie, nie szukając wymówek, kłamstw, wyjaśnień. Jasny i klarowny argument. Dla tak mocnych podstaw, na których budujemy monument bliskości, żadne racje ekonomiczne, gospodarcze, życiowe osiągnięcia lub upadki nie są w stanie zniszczyć tego, i nie powinny mieć wpływu. 


Niech mottem tego artykułu będzie wspaniałe i odpowiednie zdanie: 


„Ważna jest świadomość, że na tym popapranym świecie żyje człowiek, na którego możesz liczyć” 😊 Na tym zakończymy.

Marzena & Paulina

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tkaniu wspólnoty

Wypełniamy Kwestionariusz Prousta

Zebranie zarządu (22 lutego) – sprawozdanie