Chwile ulotne
Jakie było moje zdziwienie, jak pewnego razu, odbierając syna po pierwszych dniach przedszkola, usłyszałam: „Karo duży”.
Niby dwa wyrazy, ale w ustach tego malucha to aż dwa słowa, i dla niego bardzo ważne.
To właśnie to krótkie zdanie wzbudziło we mnie przemyślenia dotyczące chwil, przemijania, czasu.
Czas to coś, czego nie zatrzymamy. Coś, co powoduje, że jesteśmy i trwamy. Coś, co było i minęło, jest i będzie. Czas to miernik naszych chwil. Jedynym sposobem na ich utrwalenie to pamięć, fotografie, obrazy, rysunki, treści spisane. Ale czy każdy z nas je utrwala w jakikolwiek sposób? Zapewne nie, ponieważ ważniejsze jest „tu i teraz”. Dlatego przypominając sobie te słowa malucha, zrozumiałam, że pewne chwile już przeminęły.
Minęły, ale zostały w pamięci. A co nami kieruje, że chcemy te konkretne chwile zachować, w tym konkretnym momencie? Kierujemy się przewidywalnością, przypuszczeniami, wizjami? Nie, robimy to, ponieważ żyjemy w czasach, kiedy dostępność technologii, technik, materiałów jest na wyciągnięcie ręki. Nauczyliśmy się z nich korzystać na co dzień i pewne zachowania są wyuczone.
Zarejestrowane sytuacje to ważny etap w naszym życiu, na które nie zwracamy uwagi. Te mijające chwile ukazują nam właśnie czas, który spowodował, że jesteśmy bogatsi o doświadczenie i wiedzę.
Życie, z racji biologicznych uwarunkowań, powoduje, że przechodzimy przez określone etapy. Zwrócę uwagę na kwestie rozwoju człowieka ale powracając do początków, jak to ma miejsce w filozofii. Nie chce dublować zagadnienia nawiązując do dziecięcej filozofii życia. To w doskonały sposób opisuje Maria Szczepska-Pustkowska w książce „Od filozofii dzieciństwa do dziecięcej filozofii życia : casus władzy (i demokracji)”. Nie biorę na warsztat naukowej kwestii rozwoju a poddanie analizie dzieciństwa w sposób, jaki zrobił to Jean-Jacques Rousseau w dziele „Emil czyli o wychowaniu”, określając dzieciństwo jako etap odkrywania świata, upadania, walki i wstawania. Trzeba je przeżyć i się nim cieszyć.
Dlaczego więc my, dorośli, nie możemy być dziećmi? Co nas tak bardzo determinuje? Jak w obecnych czasach i okolicznościach (częstszej izolacji społecznej) zatracamy się, stawiając samych siebie przed poważnymi wyborami i relacjami? Czy znaczenie pozostania beztroskim niesie za sobą coś złego?
Filozofia polega na ciągłym dążeniu do rozważania, szukania, poznawania, oceniania, powątpiewania. Dlatego warto te pytania sobie zadać.
Ale czy zmianę zachowań powinniśmy uzależniać tylko od konieczności wynikającej z adolescencji i, następnie, dojrzałości?
Dziecko na etapie poznawczym, podczas kształtowania osobowości, poddaje analizie i ocenia, nie mając świadomości konsekwencji. Tak jak wybory możemy odnieść do wieku jednostki, tak w małej osobie nie pojawia się słowo „NIE”. Świat według niej jest idealny, a wszystko można zrobić niedoskonale.
Zdarza się nam mówić: „zachowujesz się jak dziecko”. Lub słyszymy, że w każdym z nas drzemie dziecko.
A co, gdybyśmy ubogacili swoje życie beztroską? Czy to jest ten czas, który chcielibyśmy zapamiętać? Etap dziecka takich sytuacji nie może doświadczyć. Przede wszystkim dlatego, że nie może go zrozumieć jak dorosły. Z tego powodu chwile najlepiej przeżywa się razem, bo ktoś pomoże nam je utrwalić. Ale nie zawsze chcemy lub możemy je tak spędzać.
Jednak nie ważne jest z kim i jak. Ważne, co z tego zapamiętamy, i jak wpłynie to na nas w kolejnych etapach życia, i jak się do tego odniesiemy.
Ta chwila, którą przeżywał mój syn, to było dla niego duże osiągnięcie emocjonalne i logopedyczne. To etap, kiedy ma się obowiązki ale jest się beztroskim maluchem. My też mamy obowiązki ale czemu nie jesteśmy beztroscy? Nie chcemy, czy też nie możemy? A może nie wypada?
To rozważania, na które warto sobie odpowiedzieć w środku, bez potrzeby mówienia o tym głośno. Zachęcam jednak do tej aktywności, ponieważ nie każdy ma świadomość tej chwili, momentu, w którym może się odnieść do wspomnień i przemyśleń.
Dlatego łapmy chwile, bo one decydują o nas. Pracujmy nad sobą.
Marzena

Komentarze
Prześlij komentarz