Wspomnienia absolwenta, czyli dlaczego warto studiować filozofię (1)

Jako maturzysta byłem tak niezdecydowany co do wyboru studiów, że na pierwszym roku chodziłem równocześnie na filozofię i amerykanistykę. Podobała mi się jedna i druga, ale amerykanistyka była bardziej małżeństwem z rozsądku, za to filozofia miłością od pierwszego wejrzenia. Poligamia jest w Polsce zabroniona, więc musiałem podjąć decyzję. Poszedłem za głosem serca i postanowiłem kontynuować romans już tylko z filozofią.

Nigdy nie żałowałem tego wyboru, na uczelni spotkałem świetnych ludzi (studentów i wykładowców), na zajęcia chodziłem z przyjemnością. Wykłady i ćwiczenia były bardzo rozwijające od strony intelektualnej. Studia stały się dla mnie wielką przygodą, i aż żałuję, że zakończyłem je tak szybko, bo już w drugim terminie (wrześniowym).

Filozofia nauczyła mnie wielu rzeczy, w tym krytycznego myślenia, także o niej samej 😊

Czy to w trakcie studiowania, czy gdy zostałem już magistrem, moje filozoficzne wykształcenie nie miało nigdy znaczenia w znalezieniu pracy: ani pozytywnego ani negatywnego. Żaden pracodawca na to nie patrzył, jeśli już, to traktowali to jako ciekawostkę. Obecnie jestem bibliotekarzem, ale zawód ten zdobyłem, dlatego że dwa lata po ukończeniu studiów filozoficznych, rozpocząłem podyplomowe studia z archiwistyki i bibliotekoznawstwa.

Muszę więc zmartwić przyszłych filozofów, ale wypada być szczerym. Filozofia nie ułatwi Wam znalezienia pracy, sam też nie znam takiego przypadku. Ale za to pomoże wiele w trakcie wykonywania obowiązków zawodowych.

Gdybym miał wskazać trzy największe zalety „filozofowania” w mojej pracy, to dzięki niej:

1) można lepiej zrozumieć motywacje innych (myślenie spekulatywne ma kolosalną przyszłość);

2) ma się bardziej otwarty umysł przy rozwiązywaniu problemów;

3) jest się bardziej kreatywnym i oryginalnym przy pracy twórczej.

Co do wpływu filozofii na życie, to temat rzeka. By uniknąć frazesów, skupię się na pryncypiach. Może zacznę od negatywów. Wydaje mi się, że to, co jest dopuszczalne, a czasami nawet pożądane w filozoficznym światku, niekoniecznie przydaje się w towarzystwie „niefilozofów”, czyli tak w 99,99 % przypadkach. Mam skłonność do dyskutowania, sprawia mi przyjemność wymiana poglądów, nawet gdy przybiera burzliwą formę (ale oczywiście bez stosowania przemocy), lecz wielu traktuje to jako kłótliwość i krytykanctwo.

Wydaje mi się także, że sam stałem się świadomą ofiarą umiłowania rozumu, kosztem emocji. Czyli w swoich decyzjach staram się kierować raczej zawsze tym pierwszym (wyjątkiem w moim życiu był wybór filozofii 😉 ). Ciągła świadomość samego siebie i własnych ograniczeń, która chroni przed różnymi niepowodzeniami, jest bronią obosieczną, bo zabrania nam przeżywania doświadczeń, które wstępnie oceniamy jako nierozsądne i ryzykowne. Umiłowanie rozumu zamiast być siłą napędową, często staje się więc hamulcem. W określonych przypadkach zabija odwagę.

Filozofia nie jest jednak taka zła. Oprócz poznania wyjątkowo interesujących ludzi, z którymi mam szczęście przyjaźnić się do dzisiaj, to nauczyła mnie krytycznego myślenia, nonkonformizmu, dystansu do rzeczywistości, uczciwości intelektualnej i każdej innej, pokory.

Ale największym odkryciem było to, że przestałem wierzyć, że jestem najmądrzejszy na świecie. Odzyskałem wzrok i zobaczyłem, że można się z drugim nie zgadzać, a jednocześnie przyznać, że ta osoba wnioskuje tak samo racjonalnie jak ja.

Szacunek do odmiennych poglądów, niż wyznaję ja sam, to największa nauka płynąca z uprawiania filozofii. Dla mnie świadomość tego była swoistym nawróceniem. Mam po prostu wrażenie, że dzięki filozofii stałem się lepszym człowiekiem.

 

Imię: Michał

Wykształcenie: jednolite magisterskie filozofia  (5-letnie); podyplomowe archiwistyka i bibliotekoznawstwo (2-letnie)

Wykonywany zawód: bibliotekarz na jednej z krakowskich uczelni

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O tkaniu wspólnoty

Wypełniamy Kwestionariusz Prousta

Zebranie zarządu (22 lutego) – sprawozdanie